Nie wiedziałem jak zareagować. Z początku myślałem, że zabiję ich wszystkich po kolei. Potem uwiódł mnie pomysł ucieczki z tego miejsca jak najszybciej się da, ale powrót w takich ciuchach do pokoju wspólnego gryfonów, to jak popełnienie samobójstwa. A teraz... co powinienem zrobić teraz? Przyjrzałem się sobie jeszcze raz i zdenerwowała mnie myśl, że gdyby to nie było moje odbicie, to pomyślałbym "Ładna dziewczyna stoi przede mną". Ładna, bo wyglądałem ładnie i to był powód, że mój męski duch podłamał się jeszcze bardziej.
Czekałem aż ślizgoni skończą się śmiać, a na ich twarzy przestanie widnieć wyraz twarzy nazywany "Boże Narodzenie w tym roku, nadeszło wcześniej". Obróciłem się na pięcie i zmierzyłem najchłodniejszym spojrzeniem na jakie było mnie stać.
- Skończyliście wreszcie?
- Nie, brakuję nam tylko zdjęć. - Uśmiechnął się Zabini, powstrzymując chichot.
- Przyznaj, że ta przemiana zrobiła na Tobie wrażenie! - Malfoy, uspokoił się i usiadł na łóżku. - W końcu wyglądasz jak człowiek.
- Jak dziewczyna.
- Nie sądzisz, że to zbyt rasistowska uwaga? Masz dziewczyny, za nie-ludzi? - Oburzył się Blaise.
- Cóż, jesteś murzynem. Nie zabraniam Ci walczyć o swoje rację, w walce antyrasistowskiej. - Odgryzłem się.
Malfoy spojrzał na mnie z nietypową miną, jakby zobaczył mnie z innej perspektywy. Nie polepszyło to sytuacji, ponieważ im dłużej przeciągane był ten teatrzyk, tym bardziej się denerwowałem.
- Oh, nasz maleńki gryfonek wyciągnął pazurek! - Odpowiedział z pomrukiem, chłopak. - Lubię odważnych, zwłaszcza jak zaraz pójdą na ścięcie.
- O ile się nie mylę, w historii, to zawsze murzyni umierają pierwsi. Faktów historycznych, nie oszukasz. Ja jestem biały, ty czarny. To tobie przeznaczone umrzeć w mękach, a ja przejdę na moście stworzonym z twojego martwego ciała i twoich pobratymców.
- Mnie w całej tej wymianie zdań zaskakuję, Potter, że brzmisz jakbyś nie był idiotą. Te ubrania muszą jakoś wpływać na przepływ danych w twoim mózgu. Czyżby Granger przygotowywała Cię na moment, gdzie będziesz musiał dać z siebie 120%? - Blondyn włączył się do rozmowy.
- Oh, tak. Całe życie czekałem, aż... aż rozbierzecie mnie do naga i przebierzecie w sukienkę! Śniłem o tym i w tej chwili, moje marzenia się spełniły. Hermiona przygotowywała mnie na ten dzień, z całą swoją wiedzą i słowami o jakich nigdy nie słyszeliście.
Kąciki ust Dracona uniosły się kpiąco, ale nie odpowiedział nic na moją zgryźliwość. Jego oczy wydawały się patrzeć na mnie, ale być w zupełnie innym świecie. Płomień jaki z nich bił, to płomień pełen pasji i ambicji, jakiej nie dane było mi w tej chwili pojąć.
- Gdzie są moje ciuchy? - Zapytałem, nie bawiąc się w uprzejmości.
- "Twoje ciuchy"? No ciekawe, gdzie? - Zaczął szydzić, Blaise.
- Myślałem, że się zamkniesz po tym jak powiedziałem Ci, gdzie twoje miejsce.
- Zmniejsz ton, księżniczko. Jeśli nie będziesz miły, to nigdy Cię stąd nie wypuścimy.
- Oh, do prawdy? Jeśli ja jestem księżniczką to ty sługusem co liże mi buty.
- Nie dość, że zdejmuje to jeszcze przebiera aby wszystko było pod kolor oczu.
- Tak? Jakoś nie wierzę, żeby kogoś kogo nigdy nie było stać na coś innego niż mundurek szkolny, wiedział co jak do czego dobrać.
- Hola, hola! Tak się składa, że z moim "stanem konta" jest znacznie lepiej, niż twoim. A już na pewno, od Weasleyów.
- Czyżby? Twoja matka, zabójczyni, musiała się wiele dorobić na prostytucji.
- Skąd, ty...? - Na twarzy Zabiniego po raz pierwszy pojawił się prawdziwy grymas wściekłości.
- O prostytucji, twojej matki? Myślałem, że to wie każdy.
Nim zdążyłem się zorientować, pięść chłopaka zbliżała się do mojej twarzy. Zrobiłem szybki unik, podczas gdy Malfoy zdawał się świetnie bawić, siedząc na kanapie i każąc Crabbowi i Goylowi nic nie robić. Spojrzałem na niego, nie tyle co błagalnie, a wściekle. Najwidoczniej, jego czarnoskóry kolega również oczekiwał wsparcia, ale odpowiedział mu ten sam ironiczny uśmiech i cichy śmiech Malfoya. Z racji tego, że zaraz miał nastąpić kolejny atak, wpadłem na pomysł by użyć swoich włosów jako broni. Uderzenie nimi w twarz mogłoby być bolesne, ale był jeden haczyk. "Nie mam dredów". Na szczęście, byłem mistrzem planów w sytuacji kryzysowej. Coś odziedziczyłem w genach, a imię i nazwisko "Harry Potter" nie było wysławiane w wniebogłosy bez przyczyny. Nastolatek chciał mnie przyszpilić w kącie. Podczas moich rozmyślań, wziął z drugiego łóżka poduszkę jaką z pewnością chciał, cytując Dudleya "zbić mnie na kwaśne jabłko i będzie bum bum, w stylu Dudziaczka-Pysiaczka". Mówił to gdy miał 4lata, chociaż zastanawia mnie fakt czemu to pamiętam. Uskoczyłem na łóżko, na którym siedział Malfoy, opierając się o ścianę. Miał teraz doskonały widok na tyły mojej sukienki, bo mój tyłek był na wysokości jego głowy. "Gap się i płacz", pomyślałem złośliwie. Nie zwracając na nic uwagi, Zabini uderzył, a ja w tym czasie szybko uciekłem do pozycji leżącej. To co wydarzyło się później, było piekłem.
Malfoy uderzony w twarz i ze mną na kolanach, zrzucił mnie bardzo powolnym ruchem. Wytwarzał aurę śmierci, która zjeżyła mi włosy na karku. Wstał i z lodowatym wzorkiem, pstryknął palcami.
- Crabbe i Goyle, zajmijcie się kolegą jak należy. - Rzucił, a Zabiniemu nie starczyło siły psychicznej by walczyć z jego spojrzeniem, ani tym bardziej protestować.
Gdy Crabbe i Goyle złapali go boleśnie za nadgarstki i wyciągnęli z pokoju by "zająć się nim jak należy", ślizgon zwrócił się do mnie.
- Coś Cię śmieszy, Potter? To twoja wina.
- Mnie? Nic. Nie śmieję się. - Powiedziałem to, chociaż jego mina faktycznie mnie śmieszyła.
Złapał mnie mocno za nadgarstek i brutalnie przyciągnął do siebie. Teraz, oboje staliśmy naprzeciw siebie, a ja ponownie czułem zapach jego pasty do zębów. Zastanawiałem się czy mnie uderzy, bo z oczami mordercy było to bardzo prawdopodobne.
- Jesteś niższy ode mnie. - Mruknął.
To było ostatnie zdanie jakie się po nim spodziewałem.
- Co?
- Powiedziałem, że jesteś niższy ode mnie. Głuchy jesteś, Potter?
- Myślałem, że mnie zabijesz, a ty zamiast tego... sprawdzasz ile mam wzrostu?
- Nie będę miał z tego żadnej satysfakcji.
Patrzyłem na niego zaskoczony, a on wydawał się nad czymś głęboko zastanawiać.
- Wypuszczę Cię, aby ludzie nie wiedzieli, że to ty. Poczekasz chwilę przy łazience prefektów, to przyniosę twoje ubrania.
- Malfoy...
- Czego, Potter?
- Oszalałeś. Dosłownie, oszalałeś. Właśnie masz okazję, zrobić mi pośmiewisko na całą szkołę, a zamiast tego chcesz mi pomóc się stąd wydostać?
Jak na zawołanie, uśmiechnął się złośliwie.
- Nic za darmo, Potter. Nic za darmo, nie w tym świecie. - Przeciągnął samogłoski.
- To brzmi bardziej, "po ludzku", chociaż powinienem się wyrazić "bardziej ślizgońsko" - Mruknąłem.
- Spełnisz, trzy moje życzenia. A potem uznamy, jakby nic się nie stało. Uciszę Blaise'a. - Zapanowała chwila ciszy, po której dodał. - Pierwsze życzenie, będziesz miał za sobą już teraz.
Puścił mnie i podszedł do wielkiej szafy, stojącej obok łóżka na jakim stałem. Zaczął beznamiętnie, wyrzucać damską bieliznę na podłogę i musiałem przyznać, że takich koronek to nigdzie nie widziałem.
- O, jest. - Uśmiechnął się z kpiną, widocznie zadowolony.
Miał w ręku aparat, który wyglądał na jeden z wyższej półki. Nie miałem, jednak jak tego rzetelnie ocenić, bo nie posiadałem obeznania w temacie.
- Trochę te miejsce, niekorzystne do robienia zdjęć.
Zacząłem kaszleć.
- Chcesz mi robić zdjęcia? - Wykrztusiłem.
- Nie, tej ścianie i bieliźnie na podłodze. - Zironizował, Draco.
Czułem się nie tyle co speszony, a przerażony. Gdyby to był męski pokój, mógłbym chociaż ubrania ukraść. A tak, to co? Miałem się na to zgodzić? Bez słowa? Nie wierzyłem, że mnie stąd wypuści bez pokazywania tych zdjęć. Jedynym pocieszeniem było, że nie oczekiwał ode mnie żadnej odpowiedzi. Patrzył się na pokój, jakby miał nagle odnaleźć przejście do Narnii. Widocznie nasze myśli się zsynchronizowały bo, powiedział:
- Szafa.
- Co, szafa?
- Jak to "co?" Wejdziesz do niej i zrobimy Ci sesję, pod tytułem "Dziewczynka uwięziona w szafie przez tyrana" z bonusem paru, niegrzecznych zdjęć.
///
Powróciłam, przepraszam nie miałam weny bo mnie koleżanka zjechała i właściwie potem nastąpiły problemy z domowym internetem. W końcu, jednak stwierdziłam, że chcę abyście poznali koniec tej historii.
Blog z opowiadaniem o przygodach Harry'ego w Hogwarcie.
poniedziałek, 23 września 2013
sobota, 9 lutego 2013
Rozdział I - Zasadzka.
"(...)Gdyby ktoś mnie zapytał, "Czego nienawidzisz w byciu Harrym Potterem?", odpowiedziałbym "Wielu rzeczy". Oczywiście, nie ma powodu by ktoś zadawał mi takie pytanie. Każdy uważa, że bycie mną to same plusy. Zapominają, że mam przez to martwych rodziców. W końcu kto by się czymś tak błahym przejmował? Ratowanie świata, wywiady, pieniądze i sława - to jedyne aspekty mojego życia, jakie widzą ludzie. Chociaż, to chyba zbytnie uogólnienie. Są tacy, co wiedzą co oznacza bycie "mną". Dumbledore, Ron, Hermiona, Weasleyowie, Syriusz, Remus i niektórzy z Zakonu Feniksa, to osoby na jakie pod tym względem mogę polegać. Nie widzą we mnie bohatera, tylko normalnego chłopaka na jakiego zwaliła się cała banda Śmierciożerców z Voldemortem na czele."
Ron parsknął śmiechem gdy zobaczył, że prowadzę pamiętnik. Schowałem go szybko do torby i spojrzałem na niego gniewnie.
- O co Ci chodzi, Ron? - Rzuciłem rozdrażniony.
- No wiesz, to chamskie z twojej strony mieć przede mną jakieś tajemnice! - Odpowiedział, udając oburzenie. - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi?! Poza tym, czy prowadzenie pamiętnika, nie jest nie męskie?
Moja mina coraz bardziej tężała, lecz Ron wydawał się w ogóle nie rozumieć, że właśnie grozi mu okrutna śmierć z mojej ręki.
- A właśnie! Rozśmieszyło mnie jedno zdanie, jakie zdążyłem przeczytać. - Uśmiechnął się łobuzersko. - "Na normalnego chłopaka, rzuciła się cała banda Voldemorta".
- Wcale tego tak, nie napisałem. - Wtrącił się Harry.
- A czy to ważne! Chodzi o to, że... wyobraź sobie! Ty, samotnie na pustyni. Widzisz, że na horyzoncie jest Voldemort z wywieszonym ozorem, jadący w twoją stronę na wielbłądzie. A ty widząc go zaczynasz uciekać. Nie masz sił, a on bach! Zatrzymuje się przy tobie i zjada Cię by wypić twoją krew. To doskonały sposób na zemstę i zaspokojenie pragnienia. Tylko musiałby Cię zaciągnąć na pustynie.
- Oh tak, Ronaldzie. - Podkreślił słowo "Ronald" tak jak lubiła to robić Hermiona, gdy była na niego zła. - Napisz do Voldemorta jako "RudyRon" na email'a i mu podpowiedz sposób zemsty na mnie!
- A co to takiego "e-mail"? - Chłopak podrapał się po głowie.emu.
- Nie chcę odrabiać lekcji. - Zaczął marudzić. - Harry mnie nie kocha, ty mnie nie... lubisz. Co ja mam zrobić?
- Zacznij się kształcić. - Oznajmiła zgryźliwie, patrząc przy tym na oboje nieprzychylnie. - Jak chcesz wyjść, Harry, to proszę. Nie wracaj za późno i zajmij się naszym rudzielcem, najszybciej jak to możliwe.
- Dobrze, mamusiu. - Odpowiedział prowokacyjnie i puścił do niej oko. Wyraz jej twarzy złagodniał.
Wyszedłem, nie czekając już na kolejne uwagi Rona. Zdałem sobie sprawę, że wychodzenie poza dormitorium nie miało większego sensu, ale nie chciałem wracać. Zza oknami widać było pierwsze ślady, niknącego dnia. Westchnąłem ciężko, to mój szósty rok nauki w Hogwarci
Przez chwilę chciałem mu nawet wytłumaczyć, lecz ostatecznie machnąłem na to ręką. Nie miałem ochoty się z nim użerać. Znając Rona wiele lat wiedziałem, że kłótnie z nim doprowadzają jedynie do większych kłótni i niby jego wygranej. Odsunąłem się od stolika i wstałem z krzesła.
Pokój wspólny wygląda bardzo przytulnie. Zawsze gdy do niego wracam po ciężkich zajęciach jak dla przykładu eliksiry, po których niemożliwe jest niezgrzytanie zębami, ciepło i gwar powodują, że mimowolnie się uśmiecham. Znacznie lepiej czuję się w Hogwarcie, niż kiedykolwiek u ciotki Petunii. Jestem za to błogosławieństwo niezwykle wdzięczny. Nie każdy ma szansę urodzić się czarodziejem. Przestałem zwracać na Rona uwagę i nie dało się ukryć, że nie był zbytnio tym faktem zadowolony. Hermiona spojrzała na niego z niewielkim zainteresowaniem dając jasno do zrozumienia, aby się zamknął. Wyrwano ją z czytania książki i nie na rękę jej było, że drzemy się, to znaczy "dyskutujemy", przy jej wrażliwymi na dźwięk uszami.
- Wychodzę. - Poinformowałem ich.
- Hę? A gdzie ty się chcesz wybierać o tej godzinie? A co jak ktoś Cię zgwałci? 18 to idealna godzina dla zboczeńców. - Ron naśladował pouczający ton Hermiony, który mimowolnie sprawił, że chciałem się śmiać.
- Ron, jesteś dziś nie do wytrzymania! - Zdenerwowała się dziewczyna, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Zastanawiałem się czy to ze zdenerwowania, czy jak to by ujęła Ginny "kobiecych spraw". -
Usiądź spokojnie i nie przeszkadzaj nikomu. Mógłbyś dla odmiany odrobić lekcje, sam
e. Wszyscy szóstoklasiści cieszyli się ze swobody jaką im to dawało, a ja zamiast tego myślałem jedynie o tym jak denerwuję mnie otaczający dookoła świat. Wszystko jest takie mdłe, drażniące i puste. Ciągła walka z Voldemortem, Dumbledore naciskający na to bym przeszedł specjalny trening. Miałem tego szczerze dość, chętnie bym się z kimś zamienił. Inne życie, to by dopiero było coś.
- Oh, kogo my tu mamy? Nasz kochany, zbawca świata! Mam się zrzygać zanim uklęknę do twoich stóp, czy potem?
Nie było wątpliwości, czyj był ten głos. Draco Malfoy patrzył na mnie z typową dla siebie wyższością, spowodowaną jedynie dużą ilością pieniędzy swojego ojca. Odpychała mnie jego arogancja i pewność siebie. Często powstrzymuję się od spełnienia swoich snów, czyli uderzenia go prosto w twarz. Nie podobało mi się jednak, że wyglądał dzisiaj jak wyjątkowo zadowolony kot, co wbił pazury w swojego pana.
- Czego chcesz, Malfoy?
- Ja, niczego. Tylko moi koledzy, mają do Ciebie sprawę.
Nim zdążyłem się obejrzeć zza rogu, wybiegł Blaise Zabini i złapał w mocnym uścisku tak bym nie mógł się ruszyć. Z daleka dudniły kroki Crabbe'a i Goyla, którzy zdyszani zatrzymali się tak by wiedzieć Malfoy'a. Byli daleko od miejsca akcji.
- Co wy, do cholery, robicie? - Krzyknąłem i próbowałem się wyrwać, ale ślizgon był nie ugięty.
- Nic, mamy tylko sprawę. - Malfoy uśmiechnął się szyderczo.
***
Nie wiem gdzie jestem. Genialnie, nie mam pojęcia. Jestem linami przywiązany do krzesła, moja różdżka jest poza zasięgiem ręki, mam przepaskę na oczach, zamknięto mnie w pokoju bez zapalonych świec. Jedyne co czuję, że na podłodze jest dywan. Po prostu wspaniale! Wierciłem się się niespokojnie, aż w końcu upadłem wraz z krzesłem na podłoże. Miałem szczęście bo kilka milimetrów w lewo, znajdowało się czyjeś łóżko. Wizja czyjegoś łóżka, odrobinę mnie zaniepokoiła. Czyżby ślizgoni zaprowadzili mnie do sypialni, np. Malfoya?! Obrzydziłem się na samą myśl.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, męskie głosy i jeden damski.
- Nie! Nie, nie wejdziesz teraz! To moja robota!
- Ależ, Drakusiu, proszę... Jestem pewna, że mogłabym być wielką pomocą.
- Nie, to nie. - Powiedział głosem, ucinającym dyskusję.
Dziewczyna jęknęła i urażona trzasnęła drzwiami.
- Dobra, możemy mu rozwiązać przepaskę. - Powiedział Na-Pewno-Nie-Malfoy.
Poczułem czyjeś palce, dotykające moje włosy i wzdrygnąłem się. Nic nie mówiłem, bo zdejmowanie przez nich przepaski uważałem, za dobry ruch. Gdy w końcu zacząłem coś widzieć, światła zostały zapalone. Draco Malfoy stał na przeciw mnie, rozpoznałem go po butach.
- Widać, że nasz Zbawiciel Czarodziejskiego Świata próbował się wydostać z klatki. Biedaczek się przewrócił.
W pokoju rozbrzmiał rechot.
- Zamknij się, Malfoy. Co wam do cholery dało, że mnie tutaj przenieśliście?
- Mamy tutaj znacznie więcej swobody do rozmowy, Potter. Minie parę godzin i będziesz mnie błagał po imieniu o litość.
Rozejrzałem się po pokoju, musiał należeć do jakiejś dziewczyny. Leżała na nim masa, wszelakiej maści sukienek, rurek i bluzek z dziwnymi dekoltami. Za nim stali Blaise, Crabbe i Goyle.
- Co chcecie ze mną zrobić? - Zapytałem mając nadzieję, że tym razem usłyszę odpowiedź.
- Odwołamy się do twojej prawdziwej natury. Relashio! - Wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie.
Jak na zawołanie, po oswobodzeniu zacząłem biec, jednak na niewiele to się zdało. Nie spodziewałem się po Blaise'ie aż takiej zwinności i szybkiej reakcji. Tuż przy wyjściu znów zostałem ponownie schwytany. Malfoy stojąc obok nas, pchnął mnie na łóżko i usiadł na mnie, trzymając za nadgarstki.
- Im szybciej, zaczniesz współpracować tym szybciej Cię puścimy. - Powiedział nachylając się do mojego ucha i na końcu spontanicznie dmuchając.
Do mojego nosa dotarł zapach miętowej pasty, co doprowadziło mnie do chwilowej dezorientacji. Ponowiłem próby wyrwania i zacząłem krzyczeć, rozwścieczony. Zabini ściągał ze mnie buty, a następnie zaczął rozpinać rozporek.
- Przestań, do cholery. Nie pozwolę wam, mnie zgwałcić! - Krzyknął Harry.
- Kto by Cię chciał? Ha, ha. Może i chcesz poczuć raj na ziemi, ale nie ma tak dobrze. Nie dla psa kiełbasa. - Burknął Zabini, śmiejąc się gardłowo.
- Będzie dobrze. - Dodał Malfoy jakby miało mnie to uspokoić.
***
- Cholera! Widzisz te niewygolone nogi?!
- Będziemy musieli się tym zająć. Z resztą on jest strasznie drobny, to będzie za luźne.
- Może weźmiemy od Astorii...?
- To mogłoby się udać. - Mruknął. - Podnieście go, Crabbe i Goyle. Muszę mieć do niego wygodny dostęp.
- Jesteś pewien, Draco, że dałeś mu odpowiednią ilość eliksiru nasennego?
- O to akurat, możesz być pewien. Zawsze dbam o swoje interesy.
- Mnie bardziej zastanawia jak ktoś taki mały i zagłodzony ma w ogóle konkurować z Voldemortem. To nawet posiłków w wielkiej sali, nie umie zjeść.
- Cóż, a czego się można po Potterze spodziewać? Szkarada jak się patrzy. Może powinienem go uszczypnąć za te suty? Byłoby zabawniej.
- Nie możemy ryzykować, że się obudzi.
- Oboje wiemy, że tylko udajesz poważnego więc jak chcesz to wybuchnij śmiechem.
***
- Skończone. - Malfoy uśmiechnął się dumnie i spojrzał na mnie z satysfakcją.
Stanąłem na chwiejnych nogach i starałem się nie patrzeć ani na siebie, ani na wszystko wokół. Błądziłem spojrzeniem po ścianach, nie zwracając uwagi na donośny śmiech Malfoya i Zabiniego. Szukałem lustra i w końcu je znalazłem.
Stanąłem przed nim i ujrzałem siebie, a przynajmniej tak myślałem. Nie potrafiłem się rozpoznać. Miałem na sobie delikatny makijaż i czerwoną szminkę podkreślającą usta. Musieli użyć na mnie zaklęcia na porost włosów, bo poskręcane sięgały mi do ramion. Do tego dziewczęca sukienka w kolorze ciemnej zieleni i białe rajstopy. Niczym dziewczynka, co dopiero wyszła z domu by pobawić się z kolegami z piaskownicy.
Zadrżałem i nie byłem w stanie nic, ale to zupełnie nic powiedzieć.
Czułem, że nadchodzące dni będą koszmarem.
Ron parsknął śmiechem gdy zobaczył, że prowadzę pamiętnik. Schowałem go szybko do torby i spojrzałem na niego gniewnie.
- O co Ci chodzi, Ron? - Rzuciłem rozdrażniony.
- No wiesz, to chamskie z twojej strony mieć przede mną jakieś tajemnice! - Odpowiedział, udając oburzenie. - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi?! Poza tym, czy prowadzenie pamiętnika, nie jest nie męskie?
Moja mina coraz bardziej tężała, lecz Ron wydawał się w ogóle nie rozumieć, że właśnie grozi mu okrutna śmierć z mojej ręki.
- A właśnie! Rozśmieszyło mnie jedno zdanie, jakie zdążyłem przeczytać. - Uśmiechnął się łobuzersko. - "Na normalnego chłopaka, rzuciła się cała banda Voldemorta".
- Wcale tego tak, nie napisałem. - Wtrącił się Harry.
- A czy to ważne! Chodzi o to, że... wyobraź sobie! Ty, samotnie na pustyni. Widzisz, że na horyzoncie jest Voldemort z wywieszonym ozorem, jadący w twoją stronę na wielbłądzie. A ty widząc go zaczynasz uciekać. Nie masz sił, a on bach! Zatrzymuje się przy tobie i zjada Cię by wypić twoją krew. To doskonały sposób na zemstę i zaspokojenie pragnienia. Tylko musiałby Cię zaciągnąć na pustynie.
- Oh tak, Ronaldzie. - Podkreślił słowo "Ronald" tak jak lubiła to robić Hermiona, gdy była na niego zła. - Napisz do Voldemorta jako "RudyRon" na email'a i mu podpowiedz sposób zemsty na mnie!
- A co to takiego "e-mail"? - Chłopak podrapał się po głowie.emu.
- Nie chcę odrabiać lekcji. - Zaczął marudzić. - Harry mnie nie kocha, ty mnie nie... lubisz. Co ja mam zrobić?
- Zacznij się kształcić. - Oznajmiła zgryźliwie, patrząc przy tym na oboje nieprzychylnie. - Jak chcesz wyjść, Harry, to proszę. Nie wracaj za późno i zajmij się naszym rudzielcem, najszybciej jak to możliwe.
- Dobrze, mamusiu. - Odpowiedział prowokacyjnie i puścił do niej oko. Wyraz jej twarzy złagodniał.
Wyszedłem, nie czekając już na kolejne uwagi Rona. Zdałem sobie sprawę, że wychodzenie poza dormitorium nie miało większego sensu, ale nie chciałem wracać. Zza oknami widać było pierwsze ślady, niknącego dnia. Westchnąłem ciężko, to mój szósty rok nauki w Hogwarci
Przez chwilę chciałem mu nawet wytłumaczyć, lecz ostatecznie machnąłem na to ręką. Nie miałem ochoty się z nim użerać. Znając Rona wiele lat wiedziałem, że kłótnie z nim doprowadzają jedynie do większych kłótni i niby jego wygranej. Odsunąłem się od stolika i wstałem z krzesła.
Pokój wspólny wygląda bardzo przytulnie. Zawsze gdy do niego wracam po ciężkich zajęciach jak dla przykładu eliksiry, po których niemożliwe jest niezgrzytanie zębami, ciepło i gwar powodują, że mimowolnie się uśmiecham. Znacznie lepiej czuję się w Hogwarcie, niż kiedykolwiek u ciotki Petunii. Jestem za to błogosławieństwo niezwykle wdzięczny. Nie każdy ma szansę urodzić się czarodziejem. Przestałem zwracać na Rona uwagę i nie dało się ukryć, że nie był zbytnio tym faktem zadowolony. Hermiona spojrzała na niego z niewielkim zainteresowaniem dając jasno do zrozumienia, aby się zamknął. Wyrwano ją z czytania książki i nie na rękę jej było, że drzemy się, to znaczy "dyskutujemy", przy jej wrażliwymi na dźwięk uszami.
- Wychodzę. - Poinformowałem ich.
- Hę? A gdzie ty się chcesz wybierać o tej godzinie? A co jak ktoś Cię zgwałci? 18 to idealna godzina dla zboczeńców. - Ron naśladował pouczający ton Hermiony, który mimowolnie sprawił, że chciałem się śmiać.
- Ron, jesteś dziś nie do wytrzymania! - Zdenerwowała się dziewczyna, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Zastanawiałem się czy to ze zdenerwowania, czy jak to by ujęła Ginny "kobiecych spraw". -
Usiądź spokojnie i nie przeszkadzaj nikomu. Mógłbyś dla odmiany odrobić lekcje, sam
e. Wszyscy szóstoklasiści cieszyli się ze swobody jaką im to dawało, a ja zamiast tego myślałem jedynie o tym jak denerwuję mnie otaczający dookoła świat. Wszystko jest takie mdłe, drażniące i puste. Ciągła walka z Voldemortem, Dumbledore naciskający na to bym przeszedł specjalny trening. Miałem tego szczerze dość, chętnie bym się z kimś zamienił. Inne życie, to by dopiero było coś.
- Oh, kogo my tu mamy? Nasz kochany, zbawca świata! Mam się zrzygać zanim uklęknę do twoich stóp, czy potem?
Nie było wątpliwości, czyj był ten głos. Draco Malfoy patrzył na mnie z typową dla siebie wyższością, spowodowaną jedynie dużą ilością pieniędzy swojego ojca. Odpychała mnie jego arogancja i pewność siebie. Często powstrzymuję się od spełnienia swoich snów, czyli uderzenia go prosto w twarz. Nie podobało mi się jednak, że wyglądał dzisiaj jak wyjątkowo zadowolony kot, co wbił pazury w swojego pana.
- Czego chcesz, Malfoy?
- Ja, niczego. Tylko moi koledzy, mają do Ciebie sprawę.
Nim zdążyłem się obejrzeć zza rogu, wybiegł Blaise Zabini i złapał w mocnym uścisku tak bym nie mógł się ruszyć. Z daleka dudniły kroki Crabbe'a i Goyla, którzy zdyszani zatrzymali się tak by wiedzieć Malfoy'a. Byli daleko od miejsca akcji.
- Co wy, do cholery, robicie? - Krzyknąłem i próbowałem się wyrwać, ale ślizgon był nie ugięty.
- Nic, mamy tylko sprawę. - Malfoy uśmiechnął się szyderczo.
***
Nie wiem gdzie jestem. Genialnie, nie mam pojęcia. Jestem linami przywiązany do krzesła, moja różdżka jest poza zasięgiem ręki, mam przepaskę na oczach, zamknięto mnie w pokoju bez zapalonych świec. Jedyne co czuję, że na podłodze jest dywan. Po prostu wspaniale! Wierciłem się się niespokojnie, aż w końcu upadłem wraz z krzesłem na podłoże. Miałem szczęście bo kilka milimetrów w lewo, znajdowało się czyjeś łóżko. Wizja czyjegoś łóżka, odrobinę mnie zaniepokoiła. Czyżby ślizgoni zaprowadzili mnie do sypialni, np. Malfoya?! Obrzydziłem się na samą myśl.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, męskie głosy i jeden damski.
- Nie! Nie, nie wejdziesz teraz! To moja robota!
- Ależ, Drakusiu, proszę... Jestem pewna, że mogłabym być wielką pomocą.
- Nie, to nie. - Powiedział głosem, ucinającym dyskusję.
Dziewczyna jęknęła i urażona trzasnęła drzwiami.
- Dobra, możemy mu rozwiązać przepaskę. - Powiedział Na-Pewno-Nie-Malfoy.
Poczułem czyjeś palce, dotykające moje włosy i wzdrygnąłem się. Nic nie mówiłem, bo zdejmowanie przez nich przepaski uważałem, za dobry ruch. Gdy w końcu zacząłem coś widzieć, światła zostały zapalone. Draco Malfoy stał na przeciw mnie, rozpoznałem go po butach.
- Widać, że nasz Zbawiciel Czarodziejskiego Świata próbował się wydostać z klatki. Biedaczek się przewrócił.
W pokoju rozbrzmiał rechot.
- Zamknij się, Malfoy. Co wam do cholery dało, że mnie tutaj przenieśliście?
- Mamy tutaj znacznie więcej swobody do rozmowy, Potter. Minie parę godzin i będziesz mnie błagał po imieniu o litość.
Rozejrzałem się po pokoju, musiał należeć do jakiejś dziewczyny. Leżała na nim masa, wszelakiej maści sukienek, rurek i bluzek z dziwnymi dekoltami. Za nim stali Blaise, Crabbe i Goyle.
- Co chcecie ze mną zrobić? - Zapytałem mając nadzieję, że tym razem usłyszę odpowiedź.
- Odwołamy się do twojej prawdziwej natury. Relashio! - Wyciągnął różdżkę i rzucił zaklęcie.
Jak na zawołanie, po oswobodzeniu zacząłem biec, jednak na niewiele to się zdało. Nie spodziewałem się po Blaise'ie aż takiej zwinności i szybkiej reakcji. Tuż przy wyjściu znów zostałem ponownie schwytany. Malfoy stojąc obok nas, pchnął mnie na łóżko i usiadł na mnie, trzymając za nadgarstki.
- Im szybciej, zaczniesz współpracować tym szybciej Cię puścimy. - Powiedział nachylając się do mojego ucha i na końcu spontanicznie dmuchając.
Do mojego nosa dotarł zapach miętowej pasty, co doprowadziło mnie do chwilowej dezorientacji. Ponowiłem próby wyrwania i zacząłem krzyczeć, rozwścieczony. Zabini ściągał ze mnie buty, a następnie zaczął rozpinać rozporek.
- Przestań, do cholery. Nie pozwolę wam, mnie zgwałcić! - Krzyknął Harry.
- Kto by Cię chciał? Ha, ha. Może i chcesz poczuć raj na ziemi, ale nie ma tak dobrze. Nie dla psa kiełbasa. - Burknął Zabini, śmiejąc się gardłowo.
- Będzie dobrze. - Dodał Malfoy jakby miało mnie to uspokoić.
***
- Cholera! Widzisz te niewygolone nogi?!
- Będziemy musieli się tym zająć. Z resztą on jest strasznie drobny, to będzie za luźne.
- Może weźmiemy od Astorii...?
- To mogłoby się udać. - Mruknął. - Podnieście go, Crabbe i Goyle. Muszę mieć do niego wygodny dostęp.
- Jesteś pewien, Draco, że dałeś mu odpowiednią ilość eliksiru nasennego?
- O to akurat, możesz być pewien. Zawsze dbam o swoje interesy.
- Mnie bardziej zastanawia jak ktoś taki mały i zagłodzony ma w ogóle konkurować z Voldemortem. To nawet posiłków w wielkiej sali, nie umie zjeść.
- Cóż, a czego się można po Potterze spodziewać? Szkarada jak się patrzy. Może powinienem go uszczypnąć za te suty? Byłoby zabawniej.
- Nie możemy ryzykować, że się obudzi.
- Oboje wiemy, że tylko udajesz poważnego więc jak chcesz to wybuchnij śmiechem.
***
- Skończone. - Malfoy uśmiechnął się dumnie i spojrzał na mnie z satysfakcją.
Stanąłem na chwiejnych nogach i starałem się nie patrzeć ani na siebie, ani na wszystko wokół. Błądziłem spojrzeniem po ścianach, nie zwracając uwagi na donośny śmiech Malfoya i Zabiniego. Szukałem lustra i w końcu je znalazłem.
Stanąłem przed nim i ujrzałem siebie, a przynajmniej tak myślałem. Nie potrafiłem się rozpoznać. Miałem na sobie delikatny makijaż i czerwoną szminkę podkreślającą usta. Musieli użyć na mnie zaklęcia na porost włosów, bo poskręcane sięgały mi do ramion. Do tego dziewczęca sukienka w kolorze ciemnej zieleni i białe rajstopy. Niczym dziewczynka, co dopiero wyszła z domu by pobawić się z kolegami z piaskownicy.
Zadrżałem i nie byłem w stanie nic, ale to zupełnie nic powiedzieć.
Czułem, że nadchodzące dni będą koszmarem.
Wstęp.
Witam wszystkich.
To mój pierwszy blog i mam wielką nadzieję, że wam się spodoba. Za wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne, z góry przepraszam. Staram się jak mogę by było dobrze, ale cóż... jestem tylko człowiekiem.
Opowiadanie, jak trudno się nie domyślić, będzie fanfiction z fandomu pani Rowling. Jestem podekscytowana, bo to takie przełamanie się. Małe, ale jednak! Harry dodał mi wiele wiary we własne siły, dlatego teraz mogę pisać ten tekst dla was.
Co mogę powiedzieć, o opowiadaniu?
Planuję, żeby było niekanoniczne... więc, żegnam zagorzałych fanów oryginalnych charakterów!
Z racji tego, że parę osób mnie, ehem, błagało to zamieszczę slash. Oczywiście, nie mam zamiaru zdradzać kto z kim! Jak przeczytacie to się dowiecie.
Liczę na sporą ilość komentarzy i rzetelną opinię. Jakby ktoś, mógł mi napisać w komentarzach błędy, to będę wdzięczna.
Dziękuję za uwagę!
To mój pierwszy blog i mam wielką nadzieję, że wam się spodoba. Za wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne, z góry przepraszam. Staram się jak mogę by było dobrze, ale cóż... jestem tylko człowiekiem.
Opowiadanie, jak trudno się nie domyślić, będzie fanfiction z fandomu pani Rowling. Jestem podekscytowana, bo to takie przełamanie się. Małe, ale jednak! Harry dodał mi wiele wiary we własne siły, dlatego teraz mogę pisać ten tekst dla was.
Co mogę powiedzieć, o opowiadaniu?
Planuję, żeby było niekanoniczne... więc, żegnam zagorzałych fanów oryginalnych charakterów!
Z racji tego, że parę osób mnie, ehem, błagało to zamieszczę slash. Oczywiście, nie mam zamiaru zdradzać kto z kim! Jak przeczytacie to się dowiecie.
Liczę na sporą ilość komentarzy i rzetelną opinię. Jakby ktoś, mógł mi napisać w komentarzach błędy, to będę wdzięczna.
Dziękuję za uwagę!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)