Nie wiedziałem jak zareagować. Z początku myślałem, że zabiję ich wszystkich po kolei. Potem uwiódł mnie pomysł ucieczki z tego miejsca jak najszybciej się da, ale powrót w takich ciuchach do pokoju wspólnego gryfonów, to jak popełnienie samobójstwa. A teraz... co powinienem zrobić teraz? Przyjrzałem się sobie jeszcze raz i zdenerwowała mnie myśl, że gdyby to nie było moje odbicie, to pomyślałbym "Ładna dziewczyna stoi przede mną". Ładna, bo wyglądałem ładnie i to był powód, że mój męski duch podłamał się jeszcze bardziej.
Czekałem aż ślizgoni skończą się śmiać, a na ich twarzy przestanie widnieć wyraz twarzy nazywany "Boże Narodzenie w tym roku, nadeszło wcześniej". Obróciłem się na pięcie i zmierzyłem najchłodniejszym spojrzeniem na jakie było mnie stać.
- Skończyliście wreszcie?
- Nie, brakuję nam tylko zdjęć. - Uśmiechnął się Zabini, powstrzymując chichot.
- Przyznaj, że ta przemiana zrobiła na Tobie wrażenie! - Malfoy, uspokoił się i usiadł na łóżku. - W końcu wyglądasz jak człowiek.
- Jak dziewczyna.
- Nie sądzisz, że to zbyt rasistowska uwaga? Masz dziewczyny, za nie-ludzi? - Oburzył się Blaise.
- Cóż, jesteś murzynem. Nie zabraniam Ci walczyć o swoje rację, w walce antyrasistowskiej. - Odgryzłem się.
Malfoy spojrzał na mnie z nietypową miną, jakby zobaczył mnie z innej perspektywy. Nie polepszyło to sytuacji, ponieważ im dłużej przeciągane był ten teatrzyk, tym bardziej się denerwowałem.
- Oh, nasz maleńki gryfonek wyciągnął pazurek! - Odpowiedział z pomrukiem, chłopak. - Lubię odważnych, zwłaszcza jak zaraz pójdą na ścięcie.
- O ile się nie mylę, w historii, to zawsze murzyni umierają pierwsi. Faktów historycznych, nie oszukasz. Ja jestem biały, ty czarny. To tobie przeznaczone umrzeć w mękach, a ja przejdę na moście stworzonym z twojego martwego ciała i twoich pobratymców.
- Mnie w całej tej wymianie zdań zaskakuję, Potter, że brzmisz jakbyś nie był idiotą. Te ubrania muszą jakoś wpływać na przepływ danych w twoim mózgu. Czyżby Granger przygotowywała Cię na moment, gdzie będziesz musiał dać z siebie 120%? - Blondyn włączył się do rozmowy.
- Oh, tak. Całe życie czekałem, aż... aż rozbierzecie mnie do naga i przebierzecie w sukienkę! Śniłem o tym i w tej chwili, moje marzenia się spełniły. Hermiona przygotowywała mnie na ten dzień, z całą swoją wiedzą i słowami o jakich nigdy nie słyszeliście.
Kąciki ust Dracona uniosły się kpiąco, ale nie odpowiedział nic na moją zgryźliwość. Jego oczy wydawały się patrzeć na mnie, ale być w zupełnie innym świecie. Płomień jaki z nich bił, to płomień pełen pasji i ambicji, jakiej nie dane było mi w tej chwili pojąć.
- Gdzie są moje ciuchy? - Zapytałem, nie bawiąc się w uprzejmości.
- "Twoje ciuchy"? No ciekawe, gdzie? - Zaczął szydzić, Blaise.
- Myślałem, że się zamkniesz po tym jak powiedziałem Ci, gdzie twoje miejsce.
- Zmniejsz ton, księżniczko. Jeśli nie będziesz miły, to nigdy Cię stąd nie wypuścimy.
- Oh, do prawdy? Jeśli ja jestem księżniczką to ty sługusem co liże mi buty.
- Nie dość, że zdejmuje to jeszcze przebiera aby wszystko było pod kolor oczu.
- Tak? Jakoś nie wierzę, żeby kogoś kogo nigdy nie było stać na coś innego niż mundurek szkolny, wiedział co jak do czego dobrać.
- Hola, hola! Tak się składa, że z moim "stanem konta" jest znacznie lepiej, niż twoim. A już na pewno, od Weasleyów.
- Czyżby? Twoja matka, zabójczyni, musiała się wiele dorobić na prostytucji.
- Skąd, ty...? - Na twarzy Zabiniego po raz pierwszy pojawił się prawdziwy grymas wściekłości.
- O prostytucji, twojej matki? Myślałem, że to wie każdy.
Nim zdążyłem się zorientować, pięść chłopaka zbliżała się do mojej twarzy. Zrobiłem szybki unik, podczas gdy Malfoy zdawał się świetnie bawić, siedząc na kanapie i każąc Crabbowi i Goylowi nic nie robić. Spojrzałem na niego, nie tyle co błagalnie, a wściekle. Najwidoczniej, jego czarnoskóry kolega również oczekiwał wsparcia, ale odpowiedział mu ten sam ironiczny uśmiech i cichy śmiech Malfoya. Z racji tego, że zaraz miał nastąpić kolejny atak, wpadłem na pomysł by użyć swoich włosów jako broni. Uderzenie nimi w twarz mogłoby być bolesne, ale był jeden haczyk. "Nie mam dredów". Na szczęście, byłem mistrzem planów w sytuacji kryzysowej. Coś odziedziczyłem w genach, a imię i nazwisko "Harry Potter" nie było wysławiane w wniebogłosy bez przyczyny. Nastolatek chciał mnie przyszpilić w kącie. Podczas moich rozmyślań, wziął z drugiego łóżka poduszkę jaką z pewnością chciał, cytując Dudleya "zbić mnie na kwaśne jabłko i będzie bum bum, w stylu Dudziaczka-Pysiaczka". Mówił to gdy miał 4lata, chociaż zastanawia mnie fakt czemu to pamiętam. Uskoczyłem na łóżko, na którym siedział Malfoy, opierając się o ścianę. Miał teraz doskonały widok na tyły mojej sukienki, bo mój tyłek był na wysokości jego głowy. "Gap się i płacz", pomyślałem złośliwie. Nie zwracając na nic uwagi, Zabini uderzył, a ja w tym czasie szybko uciekłem do pozycji leżącej. To co wydarzyło się później, było piekłem.
Malfoy uderzony w twarz i ze mną na kolanach, zrzucił mnie bardzo powolnym ruchem. Wytwarzał aurę śmierci, która zjeżyła mi włosy na karku. Wstał i z lodowatym wzorkiem, pstryknął palcami.
- Crabbe i Goyle, zajmijcie się kolegą jak należy. - Rzucił, a Zabiniemu nie starczyło siły psychicznej by walczyć z jego spojrzeniem, ani tym bardziej protestować.
Gdy Crabbe i Goyle złapali go boleśnie za nadgarstki i wyciągnęli z pokoju by "zająć się nim jak należy", ślizgon zwrócił się do mnie.
- Coś Cię śmieszy, Potter? To twoja wina.
- Mnie? Nic. Nie śmieję się. - Powiedziałem to, chociaż jego mina faktycznie mnie śmieszyła.
Złapał mnie mocno za nadgarstek i brutalnie przyciągnął do siebie. Teraz, oboje staliśmy naprzeciw siebie, a ja ponownie czułem zapach jego pasty do zębów. Zastanawiałem się czy mnie uderzy, bo z oczami mordercy było to bardzo prawdopodobne.
- Jesteś niższy ode mnie. - Mruknął.
To było ostatnie zdanie jakie się po nim spodziewałem.
- Co?
- Powiedziałem, że jesteś niższy ode mnie. Głuchy jesteś, Potter?
- Myślałem, że mnie zabijesz, a ty zamiast tego... sprawdzasz ile mam wzrostu?
- Nie będę miał z tego żadnej satysfakcji.
Patrzyłem na niego zaskoczony, a on wydawał się nad czymś głęboko zastanawiać.
- Wypuszczę Cię, aby ludzie nie wiedzieli, że to ty. Poczekasz chwilę przy łazience prefektów, to przyniosę twoje ubrania.
- Malfoy...
- Czego, Potter?
- Oszalałeś. Dosłownie, oszalałeś. Właśnie masz okazję, zrobić mi pośmiewisko na całą szkołę, a zamiast tego chcesz mi pomóc się stąd wydostać?
Jak na zawołanie, uśmiechnął się złośliwie.
- Nic za darmo, Potter. Nic za darmo, nie w tym świecie. - Przeciągnął samogłoski.
- To brzmi bardziej, "po ludzku", chociaż powinienem się wyrazić "bardziej ślizgońsko" - Mruknąłem.
- Spełnisz, trzy moje życzenia. A potem uznamy, jakby nic się nie stało. Uciszę Blaise'a. - Zapanowała chwila ciszy, po której dodał. - Pierwsze życzenie, będziesz miał za sobą już teraz.
Puścił mnie i podszedł do wielkiej szafy, stojącej obok łóżka na jakim stałem. Zaczął beznamiętnie, wyrzucać damską bieliznę na podłogę i musiałem przyznać, że takich koronek to nigdzie nie widziałem.
- O, jest. - Uśmiechnął się z kpiną, widocznie zadowolony.
Miał w ręku aparat, który wyglądał na jeden z wyższej półki. Nie miałem, jednak jak tego rzetelnie ocenić, bo nie posiadałem obeznania w temacie.
- Trochę te miejsce, niekorzystne do robienia zdjęć.
Zacząłem kaszleć.
- Chcesz mi robić zdjęcia? - Wykrztusiłem.
- Nie, tej ścianie i bieliźnie na podłodze. - Zironizował, Draco.
Czułem się nie tyle co speszony, a przerażony. Gdyby to był męski pokój, mógłbym chociaż ubrania ukraść. A tak, to co? Miałem się na to zgodzić? Bez słowa? Nie wierzyłem, że mnie stąd wypuści bez pokazywania tych zdjęć. Jedynym pocieszeniem było, że nie oczekiwał ode mnie żadnej odpowiedzi. Patrzył się na pokój, jakby miał nagle odnaleźć przejście do Narnii. Widocznie nasze myśli się zsynchronizowały bo, powiedział:
- Szafa.
- Co, szafa?
- Jak to "co?" Wejdziesz do niej i zrobimy Ci sesję, pod tytułem "Dziewczynka uwięziona w szafie przez tyrana" z bonusem paru, niegrzecznych zdjęć.
///
Powróciłam, przepraszam nie miałam weny bo mnie koleżanka zjechała i właściwie potem nastąpiły problemy z domowym internetem. W końcu, jednak stwierdziłam, że chcę abyście poznali koniec tej historii.