"(...)Gdyby ktoś mnie zapytał, "Czego nienawidzisz w byciu Harrym Potterem?", odpowiedziałbym "Wielu rzeczy". Oczywiście, nie ma powodu by ktoś zadawał mi takie pytanie. Każdy uważa, że bycie mną to same plusy. Zapominają, że mam przez to martwych rodziców. W końcu kto by się czymś tak błahym przejmował? Ratowanie świata, wywiady, pieniądze i sława - to jedyne aspekty mojego życia, jakie widzą ludzie. Chociaż, to chyba zbytnie uogólnienie. Są tacy, co wiedzą co oznacza bycie "mną". Dumbledore, Ron, Hermiona, Weasleyowie, Syriusz, Remus i niektórzy z Zakonu Feniksa, to osoby na jakie pod tym względem mogę polegać. Nie widzą we mnie bohatera, tylko normalnego chłopaka na jakiego zwaliła się cała banda Śmierciożerców z Voldemortem na czele."
Ron parsknął śmiechem gdy zobaczył, że prowadzę pamiętnik. Schowałem go szybko do torby i spojrzałem na niego gniewnie.
- O co Ci chodzi, Ron? - Rzuciłem rozdrażniony.
- No wiesz, to chamskie z twojej strony mieć przede mną jakieś tajemnice! - Odpowiedział, udając oburzenie. - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi?! Poza tym, czy prowadzenie pamiętnika, nie jest nie męskie?
Moja mina coraz bardziej tężała, lecz Ron wydawał się w ogóle nie rozumieć, że właśnie grozi mu okrutna śmierć z mojej ręki.
- A właśnie! Rozśmieszyło mnie jedno zdanie, jakie zdążyłem przeczytać. - Uśmiechnął się łobuzersko. - "Na normalnego chłopaka, rzuciła się cała banda Voldemorta".
- Wcale tego tak, nie napisałem. - Wtrącił się Harry.
- A czy to ważne! Chodzi o to, że... wyobraź sobie! Ty, samotnie na pustyni. Widzisz, że na horyzoncie jest Voldemort z wywieszonym ozorem, jadący w twoją stronę na wielbłądzie. A ty widząc go zaczynasz uciekać. Nie masz sił, a on bach! Zatrzymuje się przy tobie i zjada Cię by wypić twoją krew. To doskonały sposób na zemstę i zaspokojenie pragnienia. Tylko musiałby Cię zaciągnąć na pustynie.
- Oh tak, Ronaldzie. - Podkreślił słowo "Ronald" tak jak lubiła to robić Hermiona, gdy była na niego zła. - Napisz do Voldemorta jako "RudyRon" na email'a i mu podpowiedz sposób zemsty na mnie!
- A co to takiego "e-mail"? - Chłopak podrapał się po głowie.emu.
- Nie chcę odrabiać lekcji. - Zaczął marudzić. - Harry mnie nie kocha, ty mnie
nie... lubisz. Co ja mam zrobić?
- Zacznij się kształcić. - Oznajmiła zgryźliwie, patrząc przy tym na oboje
nieprzychylnie. - Jak chcesz wyjść, Harry, to proszę. Nie wracaj za późno i
zajmij się naszym rudzielcem, najszybciej jak to możliwe.
- Dobrze, mamusiu. - Odpowiedział prowokacyjnie i puścił do niej oko. Wyraz jej
twarzy złagodniał.
Wyszedłem, nie czekając już na kolejne uwagi Rona. Zdałem sobie sprawę, że
wychodzenie poza dormitorium nie miało większego sensu, ale nie chciałem
wracać. Zza oknami widać było pierwsze ślady, niknącego dnia. Westchnąłem
ciężko, to mój szósty rok nauki w Hogwarci
Przez
chwilę chciałem mu nawet wytłumaczyć, lecz ostatecznie machnąłem na to
ręką. Nie miałem ochoty się z nim użerać. Znając Rona wiele lat
wiedziałem, że kłótnie z nim doprowadzają jedynie do większych kłótni i
niby jego wygranej. Odsunąłem się od stolika i wstałem z krzesła.
Pokój
wspólny wygląda bardzo przytulnie. Zawsze gdy do niego wracam po
ciężkich zajęciach jak dla przykładu eliksiry, po których niemożliwe
jest niezgrzytanie zębami, ciepło i gwar powodują, że mimowolnie się
uśmiecham. Znacznie lepiej czuję się w Hogwarcie, niż kiedykolwiek u
ciotki Petunii. Jestem za to błogosławieństwo niezwykle wdzięczny. Nie
każdy ma szansę urodzić się czarodziejem. Przestałem zwracać na Rona
uwagę i nie dało się ukryć, że nie był zbytnio tym faktem zadowolony.
Hermiona spojrzała na niego z niewielkim zainteresowaniem dając jasno do
zrozumienia, aby się zamknął. Wyrwano ją z czytania książki i nie na
rękę jej było, że drzemy się, to znaczy "dyskutujemy", przy jej
wrażliwymi na dźwięk uszami.
- Wychodzę. - Poinformowałem ich.
- Hę? A gdzie ty się chcesz wybierać o tej godzinie? A co jak ktoś Cię zgwałci? 18 to idealna godzina dla zboczeńców. - Ron naśladował pouczający ton Hermiony, który mimowolnie sprawił, że chciałem się śmiać.
- Ron, jesteś dziś nie do wytrzymania! - Zdenerwowała się dziewczyna, a na
jej policzkach pojawiły się rumieńce. Zastanawiałem się czy to ze zdenerwowania,
czy jak to by ujęła Ginny "kobiecych spraw". -
Usiądź spokojnie i nie przeszkadzaj nikomu. Mógłbyś dla odmiany odrobić lekcje,
sam
e. Wszyscy szóstoklasiści cieszyli
się ze swobody jaką im to dawało, a ja zamiast tego myślałem jedynie o tym jak
denerwuję mnie otaczający dookoła świat. Wszystko jest takie mdłe, drażniące i
puste. Ciągła walka z Voldemortem, Dumbledore naciskający na to bym przeszedł
specjalny trening. Miałem tego szczerze dość, chętnie bym się z kimś zamienił.
Inne życie, to by dopiero było coś.
- Oh, kogo my tu mamy? Nasz kochany, zbawca świata! Mam się zrzygać zanim uklęknę
do twoich stóp, czy potem?
Nie było wątpliwości, czyj był ten głos. Draco Malfoy patrzył na mnie z typową
dla siebie wyższością, spowodowaną jedynie dużą ilością pieniędzy swojego
ojca. Odpychała mnie jego arogancja i pewność siebie. Często powstrzymuję się od
spełnienia swoich snów, czyli uderzenia go prosto w twarz. Nie podobało mi się
jednak, że wyglądał dzisiaj jak wyjątkowo zadowolony kot, co wbił pazury w
swojego pana.
- Czego chcesz, Malfoy?
- Ja, niczego. Tylko moi koledzy, mają do Ciebie sprawę.
Nim zdążyłem się obejrzeć zza rogu, wybiegł Blaise Zabini i złapał w mocnym
uścisku tak bym nie mógł się ruszyć. Z daleka dudniły kroki Crabbe'a i Goyla,
którzy zdyszani zatrzymali się tak by wiedzieć Malfoy'a. Byli daleko od
miejsca akcji.
- Co wy, do cholery, robicie? - Krzyknąłem i próbowałem się wyrwać, ale ślizgon
był nie ugięty.
- Nic, mamy tylko sprawę. - Malfoy uśmiechnął się szyderczo.
***
Nie wiem gdzie jestem. Genialnie, nie mam pojęcia. Jestem linami przywiązany do
krzesła, moja różdżka jest poza zasięgiem ręki, mam przepaskę na oczach,
zamknięto mnie w pokoju bez zapalonych świec. Jedyne co czuję, że na podłodze
jest dywan. Po prostu wspaniale! Wierciłem się się niespokojnie, aż w końcu
upadłem wraz z krzesłem na podłoże. Miałem szczęście bo kilka milimetrów w
lewo, znajdowało się czyjeś łóżko. Wizja czyjegoś łóżka, odrobinę mnie
zaniepokoiła. Czyżby ślizgoni zaprowadzili mnie do sypialni, np. Malfoya?! Obrzydziłem
się na samą myśl.
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi, męskie głosy i jeden damski.
- Nie! Nie, nie wejdziesz teraz! To moja robota!
- Ależ, Drakusiu, proszę... Jestem pewna, że mogłabym być wielką pomocą.
- Nie, to nie. - Powiedział głosem, ucinającym dyskusję.
Dziewczyna jęknęła i urażona trzasnęła drzwiami.
- Dobra, możemy mu rozwiązać przepaskę. - Powiedział Na-Pewno-Nie-Malfoy.
Poczułem czyjeś palce, dotykające moje włosy i wzdrygnąłem się. Nic nie
mówiłem, bo zdejmowanie przez nich przepaski uważałem, za dobry ruch. Gdy w końcu
zacząłem coś widzieć, światła zostały zapalone. Draco Malfoy stał na przeciw mnie,
rozpoznałem go po butach.
- Widać, że nasz Zbawiciel Czarodziejskiego Świata próbował się wydostać z klatki.
Biedaczek się przewrócił.
W pokoju rozbrzmiał rechot.
- Zamknij się, Malfoy. Co wam do cholery dało, że mnie tutaj przenieśliście?
- Mamy tutaj znacznie więcej swobody do rozmowy, Potter. Minie parę godzin i
będziesz mnie błagał po imieniu o litość.
Rozejrzałem się po pokoju, musiał należeć do jakiejś dziewczyny. Leżała na nim
masa, wszelakiej maści sukienek, rurek i bluzek z dziwnymi dekoltami. Za nim stali
Blaise, Crabbe i Goyle.
- Co chcecie ze mną zrobić? - Zapytałem mając nadzieję, że tym razem usłyszę
odpowiedź.
- Odwołamy się do twojej prawdziwej natury. Relashio! - Wyciągnął różdżkę i
rzucił zaklęcie.
Jak na zawołanie, po oswobodzeniu zacząłem biec, jednak na niewiele to się
zdało. Nie spodziewałem się po Blaise'ie aż takiej zwinności i szybkiej reakcji. Tuż przy wyjściu znów zostałem ponownie schwytany. Malfoy stojąc obok nas,
pchnął mnie na łóżko i usiadł na mnie, trzymając za nadgarstki.
- Im szybciej, zaczniesz współpracować tym szybciej Cię puścimy. - Powiedział
nachylając się do mojego ucha i na końcu spontanicznie dmuchając.
Do mojego nosa dotarł zapach miętowej pasty, co doprowadziło mnie do chwilowej
dezorientacji. Ponowiłem próby wyrwania i zacząłem krzyczeć, rozwścieczony.
Zabini ściągał ze mnie buty, a następnie zaczął rozpinać rozporek.
- Przestań, do cholery. Nie pozwolę wam, mnie zgwałcić! - Krzyknął Harry.
- Kto by Cię chciał? Ha, ha. Może i chcesz poczuć raj na ziemi, ale nie ma tak
dobrze. Nie dla psa kiełbasa. - Burknął Zabini, śmiejąc się gardłowo.
- Będzie dobrze. - Dodał Malfoy jakby miało mnie to uspokoić.
***
- Cholera! Widzisz te niewygolone nogi?!
- Będziemy musieli się tym zająć. Z resztą on jest strasznie drobny, to będzie
za luźne.
- Może weźmiemy od Astorii...?
- To mogłoby się udać. - Mruknął. - Podnieście go, Crabbe i Goyle. Muszę mieć
do niego wygodny dostęp.
- Jesteś pewien, Draco, że dałeś mu odpowiednią ilość eliksiru nasennego?
- O to akurat, możesz być pewien. Zawsze dbam o swoje interesy.
- Mnie bardziej zastanawia jak ktoś taki mały i zagłodzony ma w ogóle
konkurować z Voldemortem. To nawet posiłków w wielkiej sali, nie umie zjeść.
- Cóż, a czego się można po Potterze spodziewać? Szkarada jak się patrzy. Może
powinienem go uszczypnąć za te suty? Byłoby zabawniej.
- Nie możemy ryzykować, że się obudzi.
- Oboje wiemy, że tylko udajesz poważnego więc jak chcesz to wybuchnij
śmiechem.
***
- Skończone. - Malfoy uśmiechnął się dumnie i spojrzał na mnie z satysfakcją.
Stanąłem na chwiejnych nogach i starałem się nie patrzeć ani na siebie, ani na
wszystko wokół. Błądziłem spojrzeniem po ścianach, nie zwracając uwagi na
donośny śmiech Malfoya i Zabiniego. Szukałem lustra i w końcu je znalazłem.
Stanąłem przed nim i ujrzałem siebie, a przynajmniej tak myślałem. Nie
potrafiłem się rozpoznać. Miałem na sobie delikatny makijaż i czerwoną szminkę
podkreślającą usta. Musieli użyć na mnie zaklęcia na porost włosów, bo
poskręcane sięgały mi do ramion. Do tego dziewczęca sukienka w kolorze ciemnej
zieleni i białe rajstopy. Niczym dziewczynka, co dopiero wyszła z domu by
pobawić się z kolegami z piaskownicy.
Zadrżałem i nie byłem w stanie nic, ale to zupełnie nic powiedzieć.
Czułem, że nadchodzące dni będą koszmarem.
To wprost genialne! Zachwycił mnie pierwszy rozdział, to jest to czego tak długo szukałam. Coś czuję że z pewnością nadchodzą koszmarne dni dla Harrego.. W każdym bądź razie bardziej kibicuje Draco. <3 Będę tutaj zaglądać. : )
OdpowiedzUsuńMagiczna123. c:
Interesująco się zapowiada ;D Nie podobało mi się kilka rzeczy, ale głównie mam na myśli wypowiedzi typu: "- PRZESTAŃ, DO CHOLERY. NIE POZWOLĘ WAM, MNIE ZGWAŁCIĆ. "
OdpowiedzUsuńNie potrzebnie pisałaś caps lockiem, myślę, że wykrzyknik by wystarczył, plus może dopisek -krzyknął Harry. Sama treśc zdania także do mnie nie przemawia, nie umiem sobie wyobrazic, zeby przeciętny uczeń Hogwartu coś takiego wypowiadal, ale to jest Twój fanfick, więc się nie czepiam :) Poza tym lubie yaoi, a to ma ciekawy początek, więc na pewno jeszcze tu zajrzę, zyczę weny i lekkiego pióra ;D
Dziękuję za szczerą wypowiedź, w takim razie poprawię i napiszę tak jak mi poradziłaś/eś. : D
UsuńA co do zdania, jak pisałam wcześniejszą wypowiedź Rona to pomyślałam, że Harry mógłby sobie tę sytuację skojarzyć z tym co on mówił wcześniej.
Opowiadanie ma być humorystyczne, więc nie oszukujmy się, że niektóre sytuacje będą być może przerysowane, a niektóre pomysły wręcz absurdalne.
Cieszę się bardzo, że są ludzie którzy dają znaki życia i mnie wspierają. :)
A mi się opowiadanie podobało, bo Rowling opisywała wszystko łagodnie, jeśli wiecie o co mi chodzi, a tu - mam nadzieję - ci sami bohaterowie zachowują się trochę bardziej jak typowe nastolatki (w Polsce) i dodatkowo "z jajem" :D. Nie przepadam za yaoi, ale dobre opowiadanie nadal będzie dobre bez względu na swój gatunek, dlatego myślę, że będę tu wpadała często :).
OdpowiedzUsuń